20 maja 2021

Za dźwiękiem: Kompozytor Rogue One, Michael Giacchino.

Wszyscy wiedzą, że uwielbiamy świetną muzykę i mamy nadzieję, że wy też. Rogue One: A Star Wars Story otwiera się 16 grudnia i będzie pierwszym filmem live-action Star Wars, który nie będzie miał ścieżki dźwiękowej skomponowanej przez wielkiego Johna Williamsa. To zadanie zostało powierzone dużo mniej znanemu, ale wciąż bardzo cenionemu Michaelowi Giacchino. Kim więc jest ten gość? Teraz przyznaję, Rogue One nie jest bezpośrednim sequelem, ale mimo to powinniśmy wiedzieć co nieco o osobie wkraczającej na tę świętą arenę.

Kim jest Michael Giacchino?

Po pierwsze, nie jest to pierwszy raz, gdy inny kompozytor przejmuje serię rozpoczętą przez Williamsa. Szczęki, Superman, Jurassic Park i Harry Potter to tylko kilka z filmowych franczyz, które Williams pomógł zbudować, by później przekazać kolejne sequele innym kompozytorom. Jednak saga Gwiezdnych Wojen jest z pewnością jedną z najważniejszych w znakomitej karierze pana Williama. Biorąc pod uwagę spuściznę, jaką mistrz zbudował na przestrzeni ośmiu filmów, znalezienie kogoś o odpowiednim warsztacie, kreatywności i zmyśle melodycznym, kto mógłby zawładnąć tym pokaźnym wehikułem, to nie lada wyczyn. Na szczęście nie musimy szukać dalej, niż Michael Giacchino.

Po drugie, nie tylko jest on "w łóżku" z Disneyem, pisząc muzykę do atrakcji Space Mountain i Star Tours w parkach rozrywki, ale także jest autorem muzyki do wielu produkcji filmowych Disneya, w tym The Incredibles, Ratatouille, Up, John Carter, Tomorrowland i Inside Out. Ma też doświadczenie w przejmowaniu projektu Williamsa, gdyż niedawno ukończył pracę nad ścieżką dźwiękową do Jurassic World. Jest to o tyle ważne, że Rogue One jest drugim filmem od czasu przejęcia Lucasfilm przez Disneya za 4 BILIONY dolarów i jestem pewien, że dzięki temu mogą czuć się o wiele swobodniej, że ktoś z ich grona będzie odpowiedzialny za muzykę do tego grudniowego tent-pole. Rzućmy okiem na historię tego człowieka, który ośmiela się nieść pochodnię najbardziej utytułowanego kompozytora w historii filmu.

Michael Giacchino zaczynał od pisania muzyki do gier wideo, a jego pierwszym poważnym zadaniem była adaptacja gry The Lost World: Jurassic Park. Była to gra godna uwagi, ponieważ była to pierwsza gra wideo, w której wykorzystano pełną orkiestrę w ścieżce dźwiękowej (na prośbę Stevena Spielberga, nie mniej). Następnie pracował przy seriach gier Medal of Honor i Call of Duty, a także przy popularnych serialach telewizyjnych J.J. Abramsa Alias i Lost. Na scenie filmowej pojawił się w 2004 roku za sprawą hitu Pixara Iniemamocni. Od tego momentu jego dorobek filmowy tylko się powiększył, gdy J.J. zaczął reżyserować filmy fabularne, a inni zwrócili uwagę na jego umiejętności. Giacchino rozwinął dość zróżnicowane portfolio, kierując filmami akcji Mission Impossible: III i Ghost Protocol, nową serię Star Trek i Jurassic World, a także lżejsze filmy Up, Inside Out i Zootopia. Nie zapominajmy również o jego bardziej sci-fi, które stworzył do filmów John Carter, Jupiter Ascending, Tomorrowland i ostatnio jego pierwszy krok w uniwersum Marvela przy Doktorze Strange. Jakkolwiek by nie patrzeć, dysponuje on ogromnym spektrum stylistycznym i czuje się komfortowo w największych projektach. To bardzo dobrze wróży fanom Gwiezdnych Wojen.

On również jest wielkim fanem Williamsa i serii Gwiezdnych Wojen. Kiedy jego wieloletni współpracownik J.J. Abrams ogłosił, że będzie reżyserował The Force Awakens, wielu myślało, że Michael zajmie się ścieżką dźwiękową. Ale po ogłoszeniu, że Williams zostanie, Giacchino został zapytany o zdanie i odpowiedział tak: "Wszystko co mogę powiedzieć to to, że rzeczą, która najbardziej ekscytuje mnie w nowym filmie Star Wars jest możliwość usłyszenia nowej muzyki Johna Williamsa. O wiele bardziej wolałbym usłyszeć partyturę Johna Williamsa do Gwiezdnych Wojen, niż moją własną muzykę do Gwiezdnych Wojen." To wyraźnie pokazuje jego poziom szacunku do tych filmów, który miejmy nadzieję przełoży się na wyjątkową partyturę jego własnego autorstwa.

Z tak imponującym CV, jest on naturalnym wyborem do tego filmu. Co prawda, reżyser Gareth Edwards pierwotnie wybrał kompozytora Alexandre Desplat do tego obrazu, jako że pracowali oni wcześniej razem nad wersją Godzilli z 2014 roku, ale rzekomo z powodu "opóźnień w harmonogramie" Desplat został zastąpiony przez Giacchino. Kto wie, czy rzeczywiście tak jest, czy też Disney po prostu chciał, by kompozytor bliższy studiu podjął się tak ważnego zadania. Tak czy inaczej, pan Giacchino ma ogromne buty do wypełnienia. Film jest praktycznie gwarantowanym sukcesem tylko ze względu na samą markę Star Wars. To znaczy, jeśli parodia, jaką było The Phantom Menace była w stanie przynieść prawie pół miliarda dolarów w kraju, Rogue One z pewnością doda do góry skarbów, na których siedzi Disney. Nawet przy niezwykle rozległych re-shoots i głośnej zmianie kompozytora, fani wydają się gotowi wydać swoją gotówkę, aby być świadkiem najnowszego odpustu w panteonie Star Wars. Tylko czas pokaże, czy Giacchino zdoła przywołać muzy, by skonstruować w pełni sprawny "score-de-force", który z powodzeniem zintegruje się z ogromnym i dobrze znanym katalogiem dostarczonym przez legendarnego Johna Williamsa.